Wpisy w kategorii: Bez kategorii

31.01.2017

Brak komentarzy

Mówią, że jak człowiek dochodzi do sędziwego wieku to każdego dnia można spodziewać się jego odejścia.

Mimo tego nigdy tak naprawdę nie można być na to przygotowanym.

Dzisiaj odeszłaś Ty, która mimo, że byłaś tak daleko przez wiele lat, zawsze byłaś bliska mojemu sercu.

Dobrze pamiętam nasz wspólny czas. Nauczyłaś mnie słynnego już wśród moich bliskich- sosu do sałatek.

Z Tobą pierwszą pijałam poranną kawę z mlekiem – robię to do dzisiaj.

Jadłyśmy ciasto orzechowo-czekoladowe, grałyśmy w gry planszowe.

Zabierałaś mnie na dalekie spacery w góry i bawiłaś się ze mną w Małą Hexe.

Pierwsza ogoliłaś mi pachy;)

Pamiętam cykające zegary w Twoim domu, lalkę z ciemnymi włosami i moją Jenny, którą dostałam od Ciebie na 5 urodziny.

I Spaghettii- wciąż próbuję odtworzyć ten smak, ale nigdy nie wychodzi tak samo. Po dziś dzień to moje ukochane danie.

Uwielbiałam Twoją kuchnię.

Zawsze spałyśmy razem w łożku, przed snem czytałyśmy gazety.

Opiekowałaś się mną. Kochałam Cię szalenie.

Potem nagle wszystko ucichło. Było dalekie, a Ciebie brakowało w wielu ważnych chwilach.

Mimo tego wiem, że myślałaś o mnie, o nas i tęskniłaś.

Kiedys powiedziałaś, że nasz wyjazd złamał Ci serce i straciłaś rodzinę.

Mnie łamie serce to, że nigdy nie poznałaś tak naprawdę swojej rodziny, która nosiła Cię w sercu przez cały ten czas.

I nie ważne, ze słyszałyśmy się rzadko, że mój szwajcarski podupadł przez to. Nie ważne są wszystkie te żale.

Ważne jest to co wniosłaś w moje życie. Mam nadzieję, że odchodząc wiedziałaś, że nie straciłaś rodziny i że byłaś kochana.

Byłaś i będziesz naszą kochaną Mutti i mój świat stał się znów smutniejszy bez Ciebie.

Mam nadzieję, że jesteś wśród tych, których tak kochaliśmy, a już ich tu nie ma z nami i że jakimś splotem niezrozumianych mocy, widzisz tych, których nie miałaś okazji zobaczyć będąc tutaj.

Byłaś ważną postacią w moim życiu. Bardzo ważną. I żałuję dziś, ze życie jest tak krótkie. Czasami za krótkie by nadrobić stracony czas.

Deine Kleine Hexe

Mroźno dzisiaj. Spadający śnieg zamarza na drzewach, jakby chciał zatrzymać czas.

Dużo myślę o Tobie ostatnio.

Wspominam.

Spokojnie, bez żalu. W końcu zaczęłam spisywać wszystko i wracam do bardzo odległych chwil.

Podsumowuję to wszystko przez co niegdyś razem, a teraz bez Ciebie przeszłyśmy.

Dzisiaj są Twoje urodziny. 58.

Może dziś zabrałabym Cię do teatry lub na spacer, może poszłybyśmy na kolację albo razem do spa. Może siedzielibyśmy razem przy rodzinnym stole z rodziną, której dzisiaj już nie ma?

Dwa dni temu położyłam się na łóżku i patrzyłam w pustkę. Wyobraziłam sobie, ze leżysz koło mnie i patrzysz mi w oczy.

Mówiłam do Ciebie i w głowie układałam sobie odpowiedzi, które mogłyby popłynąć z Twoich ust.

Rzadko tak robię, bo to bolesne. Bolesne, że to tylko moja wyobraźnia.

Ale poszłam dalej. Położyłam głowę na własnej dłoni i wyobraziłam sobie, że to Twoja. Tak bardzo potrzebowałam poczuć dotyk na moim policzku.

Zgodnie stwierdziłyśmy, że nie wiemy co robić. Że może znów potrzeba czasu, by rany się zagoiły.

Obie wiemy w czym rzecz. Obie jesteśmy bezradne wobec ludzkiej wyobraźni.

Może potrzeba zderzenia z rzeczywistością.

Wyobraziłam Sobie, ze mnie przytulasz.

Powiedziałaś – choć tu do mnie, a ja wtuliłam się w Twój policzek.

Bo Ty bez zbędnych tłumaczeń wiesz jak jest.

Tak wiele się dzieje w naszym życiu ostatnio. Jesteś nam potrzebna. Mi mniej, bo u mnie właściwie nic się nie dzieje, ale myślę, ze Ty doskonale wiesz gdzie powinnaś być. U czyjego boku stać. Więc stój tam proszę i ukochaj swoim anielskim skrzydłem.

Ja czuję, że Twoje serce jest i będzie z nami. A nasze myśli zawsze będą z Tobą. Nawet jak dłużej Cię tu nie będzie niż byłaś.

 

Wszystkiego najlepszego.

Jakiś chłód się wkradł.
Chłód, który studzi całą gorącą lawę, która się ostatnio na mnie wylała. Mrożę uczucia te dzisiejsze jak i te z dalekiej przeszłości.
Łez wylało się ostatnio sporo.
Wiele przykrości i rozczarowań.
Kiedyś wszystko było zapalnikiem. Mało subtelnym przejściem do całej przeszłości. Do każdego bólu i żalu.
Zamrażam w sobie wszystko to co bolało, boli i będzie boleć.
Ludzki ból, który mnie otacza, na który nie potrafię nic poradzić.
Kiedyś uważałam, że to ja jestem za to wszystko odpowiedzialna.
Brałam za swoją porażkę i winę wszystko co się w okół mnie działo.
Nie miałam nigdy odwagi powiedzieć tego co ja czułam, bo uważałam, że nie mam prawa, bo to wszystko w końcu moja wina.
Moje błędy, złe decyzje.
Sprawiło to, że zawsze czułam się mała, nieważna i zła. Czułam się nic nie warta.
Czułam, że nie zasługuję na nic lepszego, bo to karma, która do mnie wraca.

Usłyszałam o sobie wiele złych rzeczy ostatnimi czasy. Rzeczy prawdziwe i nieprawdziwe.
Kiedyś się tego wypierałam, bo przerażała mnie odpowiedzialność jaką ze sobą niesie przyjęcie tego wszystkiego na siebie. Bałam się znowu poczuć nikim. A nigdy nie miałam odwagi powiedzieć, ze właśnie tak o sobie myślałam.

Wiele rzeczy się działo w moim życiu. Wiele krzywdziło moich bliskich. I nie było złotych środków, a jego poszukiwania kończyły się wiecznie na nieporozumieniach, podsycanych masą emocji i bólu.

I ja myślałam, ze to wszystko moja wina. Wszystko. Całe nieszczęście innych, każdy ból.

Myślałam sobie- jak paskudnym człowiekiem jesteś, ze ludzie, których kochasz tak cierpią przez Ciebie?

Kiedyś chciałam ratować wszystko. Tłumaczyć wszystkich i każdego.

Teraz już mi się nie chce. Nigdy nie zbiorę się na to by powiedzieć komukolwiek to co leży mi na sercu, bo wiem, ze to nakręciłoby tylko kolejną spiralę emocji i nieporozumień. Nie mam na to już siły ani ochoty.

Mrożę to głęboko w sercu i dziś powtarzam sobie- Ty wiesz jak było i jakie były Twoje intencje.

Nie jest dla mnie istotne to co się o mnie mówi, to jaki ktoś obraz mnie maluje. Bo ja już nie będę czuła się winna wszystkiemu.

Nie chcę się więcej biczować, bo dziś już wiem, że nie zasłużyłam na to.

Zawsze rozumiałam i tłumaczyłam innych- nigdy siebie.

Sama sobie nigdy niczego nie wybaczałam. Sama sobie wiecznie coś zarzucałam i zajadałam swoje poczucie wartości, aż zeżarłam wszystko co w sobie kiedyś lubiłam.

Pozwalałam sobie sama wmówić, że to wszystko ja. Wszystko złe to ja.

Zawsze brałam na siebie odpowiedzialność za wszystko i w ciszy przeżywałam to, ze znowu wyszło nie tak. Że znów ktoś opacznie mnie zrozumiał. Kiedyś próbowałam się bronić i tłumaczyć, ale nie potrafiłam być przekonująca, bo przecież sama wierzyłam w to, że to wszystko moja wina, a ja jestem zła.

Cięłam niewidzialne rany na własnej duszy, tak jak inni tną skórę by ulżyć własnemu cierpieniu.

Okaleczałam własne wnętrze, bo czułam, ze jest i tak puste.

Szukałam miłości w ludziach, którzy nie widzieli prawdziwej mnie. Bo bałam się pokazać kim jestem. Bo czułam się nic nie warta.

Wiem jak wiele się wydarzyło. Jak wiele cierpienia to zadało nam wszystkim. Wiem jak bardzo to boli do dziś i wiem, ze też miałam w to swój wkład.

Ale wiem dzisiaj też, ze nie cofnę czasu. Nie wiem czy zrobiłabym dzis inaczej, ale wiem, ze moje intencje zawsze były i będą takie same.
Wiem, ze nigdy nie chciałam nikogo zranić. Zawsze robiłam tak jak uważałam, ze będzie najsprawiedliwiej, mimo, ze czasami wychodziło odwrotnie.

Wiem dzisiaj też, że nikt nie siedział w mojej głowie. Wiem, ze ludzie oceniają to co widzą i to jak to na nich oddziałuje. I wiem dziś, ze na to nie mam wpływu.

Wiem też, że moje tłumaczenia ani dzisiaj ani wtedy niczego by nie zmieniły, bo na percepcję nie potrafię wpłynąć.

Dziś mogę tylko zrozumieć i powiedzieć, ze boli mnie to. Chciałabym potrafić wniknąć w umysły ludzi i przekazać to wszystko co siedzi w mojej głowie i co wtedy chciałam uzyskać.

Nie będę się jednak tłumaczyć. Bo ja w końcu zaczęłam też siebie przed sobą tłumaczyć i bronić.

Bronić przed wiecznym poczuciem winy.

Dziś wiem, że nie jestem ani bardziej ani mniej winna wszystkiemu co się działo. Właściwie myślę, ze nikt nie jest winny.

Wierzę w dobre intencje, może dlatego, ze sama zawsze takie miałam. Nie widzę sensu rozpatrywać rzeczy inaczej.

Bo myślę sobie, ze tak jak ja dzisiaj, tak każdy inny, w końcu rozliczy się sam ze sobą.

Mój osąd nie jest istotny jeśli chodzi o prawdę. Tak samo osąd innych nie jest stanem faktycznym.

Nie mam nikomu niczego za złe, a jeśli mam to chowam to w głąb. Bo chcę skupić się na tym co jest dzisiaj dla mnie ważne.

Ważny jest dla mnie dzisiaj spokój i zgoda. I miłość, której wiem, ze nam wszystkim nie brakuje.

Każdy z nas popełnił masę błędów.

Każdy zawsze będzie nosił w sobie jakiś żal. Ale czy w generalnym rozrachunku to naprawdę ma teraz jeszcze znaczenie?

Pewne rzeczy bolą i boleć będą. Przeszłości nie zmienimy. Nie przeskoczymy. Nie zrozumiemy, nie zawsze też wybaczymy, a już na pewno nie zapomnimy.

Grzebać się w tym nie ma po co.

Kiedyś uciekłam w swój świat, gdzie byłam tylko ja. Nie chciałam mieć blisko nikogo kogo kocham, bo to bolało. Bolało niezrozumienie. Bolało to, ze ja kiedyś zraniłam. Bolało wszystko.

Słyszałam wielokrotnie w moim życiu, ze jestem niewdzięczna, ze jestem egoistką, że nie dbam o nic, że jestem naiwna, że nie zależy mi.

I powiem tylko tyle:

Ja wiem, ile wdzięczności w sobie niosę, tylko ja wiem, że lata mi zajęło, żeby pomyśleć o sobie i tylko ja wiem co ja czułam i czym się kierowałam. I jak bardzo chciałam, zeby każdy wiedział jak bardzo mi zależy. A zależało mi na każdym z Was, bo byliście całym moim światem. Wszystkim co znałam i w czym czułam się bezpiecznie. To był mój dom. Moja rodzina. I byłam z niej dumna. Bardzo dumna. Nie umiałam tego rozgraniczyć. Bo wszyscy tworzyliście dla mnie całość.

Ktoś chcę to przyjąć, ktoś nie. I nie powiem, ze o to nie dbam. Bo zależy mi. Ale nie na tyle bym się jeszcze kiedyś kajała. Bo wszystkie noce, kiedy płakałam sama w 4 ścianach, kiedy każdy inny miał kogoś obok- ile razy brałam na siebie samą to co się działo – tego nikt nie widział. Tego nikt nie wie. Oprócz mnie.
Noce kiedy nie było w domu nikogo oprócz nas dwie. Kiedy sama kołysałam ją do snu i zabierałam butelki z łóżka. Kiedy każdy miał jej dość. A ja zamykałam się z nią na całe dnie, czuwając przy jej łóżku.
Kidy wszyscy się wynieśli, a ja sama zbierałam cęgi jej bólu. Odcinałam sznur ze szyi. Kiedy gryzłam sie sama ze sobą, gdy ją spoliczkowałam.
Od tego zaczęło się moje wieczne poczucie odpowiedzialności za ból i żal innych. Czułam, ze w ciszy muszę zagryzać zęby i brać na siebie to z czym inni sobie nie radzą. Bo tak się postępuje, gdy się kogoś kocha.

Dlatego – Rozumiem ból Wasz. Rozumiem żal. I czuję go równie mocno jak i wy. Wasz ból zawsze był moim bólem. I wiem, że mój ból był też bólem waszym. Zwłaszcza mojego brata. Brata którego rany bolą mnie bardziej niż moje własne, bo czuję się wobec nich tak potwornie bezradna.

Wiem, ze każdy z nas przeżywał wiele w samotności.
Dlatego- nie mam prawa oceniać. A Wy nie macie prawa oceniać mnie. Ja przyjmuję to co mi mówią ludzie, bo tylko oni wiedzą co naprawdę czuli. Co zamierzali. Mogę w to wierzyć bądź nie. Ale nie dopowiem do niczego więcej żadnej teorii. Bo jeszcze raz:

W wieczór gdy zamkniemy się sami, w ciemnościach ze swoimi myślami- sami przed sobą będziemy odpowiadać i będziemy musieli potrafić sobie sami wybaczyć. I tylko my wiemy jak było i jak jest. I sami będziemy musieli sobie z tym poradzić.

Bo jak to kiedyś ktoś powiedział…Na każdego przychodzi czas kiedy zostaje ze sobą sam na sam. I samu sobie będzie trzeba spojrzeć w twarz.

Dlatego ja dziś chcę wybaczyć sobie i wybaczam. Jestem jaka jestem. Byłam jaka byłam. Czasami postępuję dobrze, czasami źle. Ale wiem już dziś, że nie jestem odpowiedzialna za wszystko to co się wydarzyło. Nie wmówię sobie więcej za to wszystko winy. Za wiele mnie to kosztowało. Sama też nie chowam urazy do nikogo. Nawet do tych, którzy mówią o mnie nieprawdę.

.

Brak komentarzy

Mam dość udawania, że ze wszystkim sobie radzę.
Mam ochotę wykrzyczeć wszystkim przyjaciołom, którzy dzwonią do mnie po dobre rady, ze mam to gdzieś!
Nie mam odpowiedzi na każde pytanie, nie chcę być ciągle mądrą, roztropną matką Teresą.
Nie czuję się szczęśliwa i mam do tego prawo.
Mam prawo powiedzieć, że mnie to boli, że czuję się samotna i to, że każdy uważa, że mój były nie jest wart moich łez nie oznacza, że ja nie chcę przez niego płakać. Bo mam złamane serce. Bo jestem wściekła. Jestem wkurwiona!

Wkurwiona na to, że wracam do siebie i nie potrafię ogarnąć tego co się dzieje.
Mam rollercoaster w mojej głowie i sercu.
To, ze popełniam te same błędy i wciąż wierzę w powodzenie.
Moja utopia się rozmyła, a ja się zderzam z rzeczywistością, której nie chcę.
Nie, nie jest w porządku, że się rozstaliśmy! I wcale nie jest mi lepiej.

Nie cierpię mojego mieszkania. Nie jestem tu szczęśliwa. Chciałam, żeby on był tu ze mną.

Nie chcę dobrych rad. Chcę, żeby mnie ktoś przytulił i po prostu pobył ze mną.
Chcę, żeby mnie ktoś wywiózł do lasu i kazał krzyczeć, płakać, wściekać się!

Nie chcę telefonów i godzin gadania. Bo wiem, że to miało nie wyjść. Ja wiem, ze nie pasujemy do siebie, że życie płynie dalej, to nie koniec świata, stać mnie na lepszego, wcale nie był dobry dla mnie, może wcale nie kochał.
Ale ja kochałam. I chcę, żeby mnie też kochał ktoś kogo ja kocham. I boli mnie to! I boli mnie to, że wciąż wracam do pustego domu, gdzie wszystko jest na mojej głowie i nie chce mi się niczego.

Mam dość zaciskania zębów. Ja już nie chcę być twarda. Przynajmniej dzisiaj.

Cholernie tęsknię. Nie umiem się unieść dumą, kiedy moje serce się rwie. Nie jestem taka.
Zatracam się w tej beznadziejności. Walczę, wychodzę, śmieję się. Staram się naprawdę. Ale nie jest mi dobrze. Jest do dupy.

Chcę się przytulić. Chcę się tak mocno przytulić. I kurwa nie chcę, żeby to był mój pies.

Jestem zła, rozżalona, zmęczona, wypalona, sfrustrowana. Może i jestem gówniarą. Może i są poważniejsze problemy. Ale mam to gdzieś. Chcę taka być, bo tak się czuję i będę nieszczęśliwa, póki mi nie przejdzie. Mam do w dupie. I nie lubię kląć, ale będę bo mam teraz na to ochotę. Bo to jestem ja, moje emocje, mój rozpieprzony system przez nieszczęśliwą miłość. I drwijcie sobie z tego banału. To też mam w dupie.
Pieprzę to, ze nie powinniśmy naszego szczęścia uzależniać od innych! Ja chcę dzielić moje radości. Nie lubię być sama dla siebie. Nie bawi mnie to na dłuższą metę.
I mam gdzie, że czas leczy rany. To niech do cholery przyspieszy! Byle tylko moje życie przy tym nie przeleciało. Póki co ucieka mi między palcami.
I przysięgam, jeśli moja praca nie ruszy z kopyta i nie sprawi, ze mnie zaciekawi to rzucę tę całą korpo karierę i wyjadę pisać bajki kuźwa w Tajlandii! Bo tutaj nawet nie ma prawdziwego lata!!

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Niech to już minie!

Fun, wolność, zero zobowiązań.
Wszystko jest piękne dopóty jest ulotne i nie wiąże się z jakimkolwiek wyrzeczeniem.
Wyznań miłości nie szczędzą. Potrafią do upadłego mówić kocham Cię.
Ale! Nie potrafię być taki jakim byś mnie chciała. Nie umiem żyć w stabilności. Stawiam Siebie na pierwszym miejscu. Tak jest prościej. Po co komplikować to co piękne i bezstresowe planami, oczekiwaniami. Po co odmawiać sobie czegokolwiek. Czy nie mozemy być blisko i wciąż mieć swoje życie i cieszyć się sobą jak mamy na to ochotę?

Jak to piszę to sama sobie myślę „coś w tym jest”.
Dlaczego jednak wiązanie się z kimś musi się wiązać z wyrzekaniem się Siebie?
Uważam, ze to bzdura. Ludzie sami sobie narzucają ” skoro jestem z kimś muszę być taki i taki”. Przecież tak nie jest. Oczywiście trzeba iść na pewne kompromisy, ale nagrodą za to jest posiadanie blisko osoby, która mimo wszystko, będzie.
Dlaczego wspólnie nie dążyć do marzeń i dzielić się tym co lubimy, kochamy.
Bycie z kimś nie oznacza, ze nie należy myśleć o sobie, tylko, ze w tym wszystkim należy pamiętać o drugiej osobie. Nie jest to jednak przypadkowa osoba, tylko ta którą kochamy.

Nie wiem skąd moje wybory się biorą. Może przez to, ze przez wiele lat czułam, ze nie zasługuję na miłość mężczyzn , których kochałam. Bo nie dostawałam od nich uwagi, której potrzebowałam, bo popełniałam błedy, które trudno było im mi wybaczyć. Przyzwyczaiłam się, ze jestem mniej ważna niż oni. Niż ich życie. Zawsze, gdzieś byłam z boku, z tyłu. I pewnie z racji relacji, tak powinno było być. A gdy stawiałam siebie na pierwszym miejscu, często było to odbierane, że myślę tylko o sobie. I teraz podświadomie takich partnerów szukam i zaraz tęsknie za moim pierwowzorem, który dał mi mój ojciec, dla którego byłam całym światem. Dlatego czuję się źle, gdy nie myślę o innych tylko o sobie. Za większość wyborów, które dokonałam, gdyż pomyślałam o sobie, dostawałam po głowie, bo nie byłam wdzięczna w rozumieniu innych.

Może dlatego wybieram tych jak mój ojczym- który nie stawiał mnie na piedestale i chcę by stawali się tacy jak mój ojciec. Oboje bardzo kocham i oboje odegrali ważne role w moim życiu.

Ma to jakiś sens. Może dlatego nie potrafię ułożyć sobie życia z nikim. Oczekuję od innych by stawali się swoimi przeciwieństwami.
Chociaż wydaje mi się, ze chce tylko czegoś po środku. Nie chcę być wiecznie na pierwszym planie, ale nie chce wciąż stać z boku. Chcę być czyjąś częścią.

Mam dość wracania do pustego mieszkania, gdzie czeka na mnie nieszczęśliwy pies. Nieszczęśliwy, bo wciąż mi brakuje chęci, zapału i czasu by zająć się nim tak jak na to zasługuje.
Mam dość radzenia sobie ze wszystkim sama. Staram się robić sama wszystko, ale czasami po prostu chciałabym, żeby ktoś przy mnie był i powiedział ” daj, ja to zrobię”.
Kogoś kto mnie przytuli po złym dniu. Kogoś komu mogę się zwyczajnie wypłakać gdy mi źle. Od dawna nikogo takiego nie ma blisko mnie.
Jak płaczę to płaczę w poduszkę, ewentualnie przez telefon.
Jak się przytulam ze smutku to do poduszki.
Są w okół mnie ludzie, ale to nie to samo co dzielenie z kimś życia.
Moi najbliżsi są daleko, przyjaciele też, a Ci co są blisko mają swoje życie. W rezultacie każdy z nas bywa sam.

To nie jest tak, że jest mi strasznie źle samej. Są tego plusy. Ale mam pustkę. Którą potrzebuję wypełnić.
A w okół mnie sami Piotrusie Pany.

Jesteś cudowna, kochana, wspaniała, kocham Cię, ale nie. Nie chcę wspólnego życia. Nie chcę niczego poświęcać.
Jak można kochać, nie będąc gotowym poświecić czegokolwiek!?

Nie rozumiem dzisiejszych mężczyzn. A oni pewnie nie rozumieją mnie.

Chcą czegoś prostego, nieskomplikowanego. Kobiety bez oczekiwań. Kobiety, która tylko daje a oni mogą do woli trwać w swojej Nibylandii.

A ja chcę partnera. Przyjaciela. Towarzysza i miłości. Chcę moje Ferrari, którym dla mnie będzie Garbus. Mój, swój i najlepszy.

smutno

Brak komentarzy

Dzisiaj znów będzie smutno.

A to wszystko przez głupi sen.

Nie wiem dlaczego śniły mi się dzisiaj wszystkie najbardziej przykre historie jakie mi się w życiu przytrafiły.

A wisienką na torcie była scena, ze jadę w autobusie i zaczyna się strzelanina i wszyscy dookoła mnie giną.

No i Mama. Śniło mi się znów, ze przez chwilę była. Potem już tylko był obraz starych mebli i to uczucie… Po 11 latach od jej śmierci potrafi mi się przyśnić, ze umiera, a ja budzę się z bólem tak mocnym jak w dniu kiedy dowiedziałam się o jej odejściu.

Dziwne sny. Dziwny dzień. Ja jestem dziwna.

11 lat

Brak komentarzy

Dokładnie 11 lat temu, dokładnie w środę, po lekcji języka angielskiego dowiedziałam się, że zostawiłaś nas na zawsze.

To już tyle lat. Wszystko się tak bardzo zmieniło, a tak wiele pozostało takie same.

Ja dobiegam 30, Twój syn kończy zaraz 34, a Twoje wnuki też rosną przeraźliwie szybko. Żałuję każdego dnia, ze tego wszystkiego nie widzisz.

Brakuje mi Ciebie dziś tak samo jak i 11 lat temu. Wciąż mam w sobie małe dziecko, które często myśli tylko o tym, zeby się schować pod pachą mamy. Chciałabym móc jak inni, jeździć bądź dzwonić do mamy, zjeść jej obiad. Porozmawiać. Pobyć. To chyba tęsknoty, które zawsze będą mi towarzyszyć.

Życzę nam, żebyśmy jeszcze kiedyś mogły się przytulić.

.

Brak komentarzy

Upijam się dziś, by w końcu móc to wypłakać.
Tylko nawet będąc pijaną nie widzę powodów by za Tobą płakać.
Jak słabe jest to?
To gdzieś boli, chcę się tego pozbyć, ale nawet nie potrafię.
Bo co straciłam?
Złudzenia.
Straciłam złudzenia.
To takie beznadziejne.

Może to kawałek nie najwyższych lotów, ale odzwierciedla to co moja podświadomość wie, ze powinnam czuć



W końcu przebrnę przez Ciebie.

Nie mogę Cię tylko widzieć.
To dziś 5 dzień. Wydaje mi się wiecznością, a ty już stałeś mi się obcy.
A spędziłam z Tobą przecież prawie rok.
Czy to rzeczywiście nie znaczyło nic?
Czy to rzeczywiście było tak puste jak puste czuje się teraz moje serce?

Chcę się oczyścić. Smucisz mnie teraz, Twój brak mnie smuci. Ale nie zmusza do łez.
To powinien być mój powód do płaczu.
Poświeciłam tyle Siebie dla czegoś, za czym nie potrafię nawet porządnie się rozpłakać.

.

Brak komentarzy

Trudno jest przyjmować prawdę, gdy serce całym sobą krzyczy „nie, nie chcę by to była prawda!”.
Trzeba jednak potrafić unieść głowę i zachować godność.
„Mamy to na co sami się godzimy”.
A ja nie chcę się już na to godzić.
Trudno. Czasami rzeczy nie wychodzą.
Czasami serce ślepo trafia.
Ale tak już jest. Niczyja w tym wina.
Bardzo bym chciała się mylić. Czuję jednak, że nie, nie mylę się.
Groźbami, smutkiem i złością nie zmieni się czyjegoś odczuwania. Albo coś jest albo tego nie ma.
Rozumienie miłości bywa różne. I to też jest w porządku.
Boli jednak kiedy spotykają się dwie, które od siebie zupełnie odbiegają.

Widzę jak mu oczy błyszczą na zdjęciach, na których mnie nie ma.
Obca kobieta jest w stanie wyciągnąć go na spacer późną porą, kiedy ja nawet nie mogę go namówić na spacer ze mną i moim psem.
Potrafi zaplanować cały swój czas, gwarantując sobie różne atrakcje, ale ze mną zamyka się jedynie w 4 ścianach.
Ale nie czuje inaczej. Tak bywa. Nawet jeśli to boli. A boli bardzo.

To wszystko jest chyba mają karmą.

Granica

Brak komentarzy

Moja granica. Rzecz, której nie wybaczam, to kiedy mój mężczyzna ignoruje mnie dla innej kobiety.

Nie wybaczam. I koniec.


  • RSS