Mam dość udawania, że ze wszystkim sobie radzę.
Mam ochotę wykrzyczeć wszystkim przyjaciołom, którzy dzwonią do mnie po dobre rady, ze mam to gdzieś!
Nie mam odpowiedzi na każde pytanie, nie chcę być ciągle mądrą, roztropną matką Teresą.
Nie czuję się szczęśliwa i mam do tego prawo.
Mam prawo powiedzieć, że mnie to boli, że czuję się samotna i to, że każdy uważa, że mój były nie jest wart moich łez nie oznacza, że ja nie chcę przez niego płakać. Bo mam złamane serce. Bo jestem wściekła. Jestem wkurwiona!

Wkurwiona na to, że wracam do siebie i nie potrafię ogarnąć tego co się dzieje.
Mam rollercoaster w mojej głowie i sercu.
To, ze popełniam te same błędy i wciąż wierzę w powodzenie.
Moja utopia się rozmyła, a ja się zderzam z rzeczywistością, której nie chcę.
Nie, nie jest w porządku, że się rozstaliśmy! I wcale nie jest mi lepiej.

Nie cierpię mojego mieszkania. Nie jestem tu szczęśliwa. Chciałam, żeby on był tu ze mną.

Nie chcę dobrych rad. Chcę, żeby mnie ktoś przytulił i po prostu pobył ze mną.
Chcę, żeby mnie ktoś wywiózł do lasu i kazał krzyczeć, płakać, wściekać się!

Nie chcę telefonów i godzin gadania. Bo wiem, że to miało nie wyjść. Ja wiem, ze nie pasujemy do siebie, że życie płynie dalej, to nie koniec świata, stać mnie na lepszego, wcale nie był dobry dla mnie, może wcale nie kochał.
Ale ja kochałam. I chcę, żeby mnie też kochał ktoś kogo ja kocham. I boli mnie to! I boli mnie to, że wciąż wracam do pustego domu, gdzie wszystko jest na mojej głowie i nie chce mi się niczego.

Mam dość zaciskania zębów. Ja już nie chcę być twarda. Przynajmniej dzisiaj.

Cholernie tęsknię. Nie umiem się unieść dumą, kiedy moje serce się rwie. Nie jestem taka.
Zatracam się w tej beznadziejności. Walczę, wychodzę, śmieję się. Staram się naprawdę. Ale nie jest mi dobrze. Jest do dupy.

Chcę się przytulić. Chcę się tak mocno przytulić. I kurwa nie chcę, żeby to był mój pies.

Jestem zła, rozżalona, zmęczona, wypalona, sfrustrowana. Może i jestem gówniarą. Może i są poważniejsze problemy. Ale mam to gdzieś. Chcę taka być, bo tak się czuję i będę nieszczęśliwa, póki mi nie przejdzie. Mam do w dupie. I nie lubię kląć, ale będę bo mam teraz na to ochotę. Bo to jestem ja, moje emocje, mój rozpieprzony system przez nieszczęśliwą miłość. I drwijcie sobie z tego banału. To też mam w dupie.
Pieprzę to, ze nie powinniśmy naszego szczęścia uzależniać od innych! Ja chcę dzielić moje radości. Nie lubię być sama dla siebie. Nie bawi mnie to na dłuższą metę.
I mam gdzie, że czas leczy rany. To niech do cholery przyspieszy! Byle tylko moje życie przy tym nie przeleciało. Póki co ucieka mi między palcami.
I przysięgam, jeśli moja praca nie ruszy z kopyta i nie sprawi, ze mnie zaciekawi to rzucę tę całą korpo karierę i wyjadę pisać bajki kuźwa w Tajlandii! Bo tutaj nawet nie ma prawdziwego lata!!

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Niech to już minie!