Wpisy z okresu: 8.2015

Od godziny czwartej z hakiem moje powieki tylko lekko się domykają. Cwaniary chcą oszukać głowę, że wciąż śpię!
Ale nie, nie- nagle ni stąd ni z owąd, mimo iż w pierwszy sen zapadłam blisko godziny drugiej, w mojej głowie rozpoczyna się kotłownia myśli- skubana, nie da się zrobić w trąbę.
I nie, nie myślę o tym co zjem na śniadanie, ani to w co się ubiorę.
Są to głębokie myśli egzystencjonalne.
I tak leżę i mówię sama do siebie- dziewczyno czy to aby na pewno ta pora, w której winnaś się zastanawiać nad tym czy to co robisz ma jakiś sens?
Mówię sobie- oczywiście, ze nie! Śpijże dziewczę. Za dwie godziny wstajesz do pracy!

Jednak figlarnie zawinie się gdzieś jedna myśl, za chwile dołączy do niej kolejna, nieco bardziej kłopotliwa i dociekliwa- i tak o to znowu rozrabiają we mnie pytania:
Czy to jest to jak chce żyć? Dlaczego niebo jest niebieskie? Czemu znowu jadłam w McDonaldzie? Może czas rzucić papierosy? Który z moich byłych najlepiej całował, a w ogóle to boli mnie serce na myśl o szykanowanych uchodźcach z Syrii. Skąd w ludziach tyle nienawiści? Czy nie pamiętają z historii prześladowań? Ciekawe ile będę miała dzieci? Czy ten facet , z którym się spotykam jest materiałem na parntera- nieee. Chyba mu jutro powiem, że nic z tego. Albo może nie. Przecież jest miło. Może się zmieni coś jeszcze.
Nie no muszę przecież spać! Ale Marco ma niebieskie oczy! Ciekawe czy ten starszy pan z tramwaju z zeszłego tygodnia żył tak jak chciał? Gdyby mój pies mógł mówić, powiedziałby, ze jestem dobra czy nie? Pewnie powinnam się bardziej starać dla niego. Wstanę o szóstej i pójdę biegać, wiec może już usnę. Bo skoro chcę schudnąć, to muszę przecież się ruszać! Dobrze, dobrze, już nie myślę.
… A co jeśli umrę jutro? Nie, przestań! Przestań myśleć!…
Jestem głodna. Nie, nie będę teraz jeść. Ehh ciekawe jakby to było latać!
-Atak kaszlu- może w końcu pójdę znów do lekarza! Dużo mam do zrobienia- śpij!!!

I tak około godziny piątej udaje mi się w końcu te myśli rozgonić w zakamarki podświadomości i oddać się w pełni potrzebie snu.

Kurwa! – Słyszę nagle zza okna. Otwieram oczy na złotówki, patrzę na zegarek- piąta dwadzieścia pięć. Panowie budowlańcy mieszkający nade mną już się obudzili i prowadzą radosne konwersacje przy piwku na balkonie- tuż nad moim oknem. Myśle sobie – poniedziałek, budzi mnie kurwa w moim własnym łóżku. To chyba nie jest dobry początek tygodnia.

Cudownie, na pewno już nie zasnę.
Ale nie, nie- piąta pięćdziesiąt pogrążam się w najgłębszym śnie.

Pipipipipipppipopipipipipi, Hau Hauw! – Szósta piętnaście.
Budzik dzwoni, pies już w gotowości na spacer.

Nieeeeee. Jeszcze 5 minut.
Jeszcze 10
15
siódma zero zero.Okej, teraz to już wstać trzeba.
Zrywam się w biegu, oczy jak po złości skleiły się i nie chcą otworzyć.

Szybko pod prysznic, wychodzę, łapię smycz.

Dziesięć minut szarpaniny we wszystkie strony, obserwacja jak każdy piękny krzaczek w o kół stawu zostaje zmiażdżony białym zadem mojego psa. No i nie tylko samym zadem.

Makijaż, włosy, łapię torbę i już mnie nie ma.
Wracam się byc sprawdzić czy zostawiłam psu wodę- oczywiście, ze tak. Ale nie pamiętałam.

W tramwaju ludzie leniwie ziewają. Niestety nie zasłaniają ust, a uwierzcie mi- nie każdy z nich przywitał się już ze szczoteczką do zębów.

Panie w wieku różniastym prześcigają się do siedzeń w tramwaju. Przypomina mi to nieco zabawy weselne- brakuje tylko flaszki jako wygranej.

Przesiadam się na pociąg.
Uf. Pierwsza stacja. Przedział cały dla mnie! Wyciągam wreszcie książkę. Rozsiadam się wygodnie. Czytam sobie o Polskim Jazzie i żałuję głęboko, że nie żyłam w tamtych czasach i nie poznałam tych mężczyzn.

Już się dosiadają ludzie i mimo caaaałej masy wolnych miejsc baba musi usiąść na przeciwko mnie tak, ze ja muszę podkulić nogi. Rzucam jej moje poranne spojrzenie, pełne złości i pogardy, uzasadnione w rzeczy samej. Ona jednak zdaje się nie zauważać mnie, bo ma nos w swoim telefonie.

Rozglądam się i każdy właściwie ma nos w telefonie.

Dojeżdżam. Wyskakuję. Lecę do budki z kanapkami i kupuję koktajl (zawsze duży leśny) i kawę. Również dużą.

I idę. Do wielkiego gmachu. Wchodzę z tłumem ludzi. Każdy zatrzymuje się na innym piętrze. Ktoś się pomyli, wciśnie dwa guziki. Mam dwie minuty- myślę sobie! Zaraz się spóźnię. Czuję się jak produkt na taśmie w fabryce. Każdy transportowany jest do odpowiedniego pudełka. W którym pełni rolę stempelka albo kodu kreskowego.

W chodzę do biura. Siadam na swoje krzesło.
Loguję się tysiącem haseł do tysiące aplikacji, których będę dzisiaj używała, żeby naprawiać coś na czym się tak naprawdę nie znam, ale jestem bystra, więc oni myślą, ze wiem co robię.

Siedzę i rozmawiam, czasami cos czytam. Nudzę się. Nudzę się taaaaaaaaaaaaaaaaaaak potwornie.
Nie, nie dlatego, ze nie mam zajęcia.
Dlatego, ze jest nudne.

Ale dobrze mi za tę nudę płacą. Więc siedzę jak ta bezmyślna owca. I wykonuje procedury, procesy, osiągam targety i zbieram pozytywne feedbacki.

Trochę poflirtuję z kolegą z pracy, z którym się spotykam od kilku tygodni. Który tak naprawdę jest przystojny, stosunkowo inteligentny, interesujący, ale niczego nie wie. Nie wie co chce robić, gdzie być, a właściwie wie, ale nie wie jak to zrobić. W sumie to wie, ale nie wie jak się za to zabrać. Ciągle mówi, ze chce się wyrwać. I tak podobno od kilku lat. I kiedy tak o nim myślę to jest to właśnie TO mnie w nim najbardziej odtrąca.
Bo się go pytam- skoro wiesz, czego chcesz i nie czujesz się szczęśliwy to czemu tego nie zmienisz?

Irytuje mnie to potwornie.

A wiecie dlaczego?

Pewnie, ze wiecie.

Bo mam dokładnie to samo.

Dlatego- przepraszam Wujku, jeszcze w tym miesiącu rozpoczynam kurs na motor.

I zrobię to co zamierzałam.

Przestanę marzyć o przystojniaku, który zajedzie po mnie pod biurowiec pięknym Harleyem Davidsonem i porwie mnie w podróż życia.

Jeśli to jest to czego chcę- to ja muszę być na tym Harleyu kierowcą.

Wszystko zaczyna się od małych kroków.

I tak właśnie wróciłam do domu i Wam o tym opowiadam.

Bo właśnie sobie uświadomiłam jak bardzo sama siebie ograniczam.

W czwartek idę na Jam Session. Może to nie czasy początków Jazzu w Polsce, ale muzyka wciąż jest muzyką. A młodzi tworzą. I to jest wspaniałe. I to jest piękne. I kocham to w życiu.

Bo taka jestem. I uwierzcie mi, ze w świecie korpo i cyferek ten stary element mojej duszy nie jest do końca rozumiany.
Nie wiedzą czemu wolę iść do obskurnego, śmierdzącego piwem pubu, pełnego dziwaków i niespełnionych artystów. Dlaczego zamiast do klubu wolę iść do speluny koło teatru i tańczyć na stole, bo podłoga klei się za bardzo i grozi to zgubieniem butów- mówię to z doświadczenia.
Dlaczego kocham się w każdym saksofoniście, dlaczego cieszę się, że odkryłam kolejną maleńką galerię, której nikt nie odwiedza, bo nie ma tam niczego „fancy”. Dlaczego pocałowałam w usta kumpla, który zaprowadził mnie do jedynego, nowopowstałego jazzowego miejsca moim mieście. Nikt z moich nowych znajomych tego „nie czuje”.
Ale mam to w nosie.
Bo to moje życie i nie będę udawała, ze upijanie się co weekend w prestiżowym klubie jest tym co sprawia, ze czuję się szczęśliwa. Że kolejne perfumy Coco Chanel to szczyt moich marzeń. Lubię to. Ale chce to mieć robiąc to co kocham.
Poza tym- jeśli będę pachnieć tylko wiatrem i drogą, która mam nadzieję kiedyś opisać- czegóż więcej mi trzeba?
Z czasem zapachu dziecka. Ale przecież nie jestem jeszcze Aż tak stara, a gdzie poznam miłość mojego życia jak nie na drodze, którą sama wybrałam i pokochałam?

Życzcie mi przespanej nocy. 1

Dobranoc.

.

Brak komentarzy

Właśnie przeglądałam sobie zawartość mojego bloga i zdałam sobie sprawę, ze ma już 11 lat.

11 lat mojego życia, smutków i radości w jednym miejscu.

Ciekawostka.

Wiesz co mówią o miłości?
Że kiedy ją spotkasz to będziesz wiedział.
Wiedział, że nie pokochasz już nigdy nikogo tak jak pokochałeś ją.
Będziesz wiedział, ze nawet jak spotkasz na drodze kogoś wyjątkowego, jedynego w swoim rodzaju, to nie ma to znaczenia.
Bo kochasz i będziesz kochał tę jedną.
Może nawet na chwilę zapomnisz o niej przy innej.
Przez chwilę będzie Ci się wydawało, ze jesteś w stanie pokochać kogoś innego.
Będziesz, ale to i tak nie będzie to.
Bo to o niej myślisz gdy się budzisz
O niej myślisz kiedy wstajesz.
I jeśli postawisz je obie obok siebie, nie będziesz długo wybierał.
Dlaczego więc nie jesteście razem?
Bo to może się nie udac. Bo ona nie chce stracić przyjaźni.
A ty godzisz się na to, przyjmujesz to jak jest, Bo ją kochasz.
Nigdy nie mogłeś być pewny jej, a ona Ciebie.
Jednocześnie nie byłeś nigdy bardziej swiadom swoich uczuć.
Błyszczą Ci się oczy gdy o niej mówisz.
A znasz każdą jej wadę.
Znasz każdy, nawet najobrzydliwszy sekret.
Jednak wciąż ją kochasz.
Bo jest odbiciem Ciebie, podobna a zarazem tak zupełnie inna.
Przy niej jesteś sobą.
Przy niej nie udajesz nikogo. Nie zgrywasz się, ze niczego się nie boisz.
Mówisz jej o wszystkich koszmarach Twojego wnętrza.
Mimo to potrafisz z nią usiąść i wspólnie czytać książkę.
Pójść na spacer, do teatru, zwiedzić kolejną nieodkrytą galerię.
Tylko przy niej wysikasz się na parkingu.
I z nią będziesz śmiał się do rozpuku.
Tylko z nią nie boisz się napić wódki i dać swoim demonom wypłynąć.
Bo wiesz, ze zrozumie, bo wiesz, że i tak będzie.
Bo wiesz doskonale, ze Cię kocha.
Będziesz ją nosił barana przez przejście dla pieszych.
Jak dzieci
I będziesz pozwalał by każdą stopą dotknęła białego pasa.
Wyrwiesz jej kwiaty z ogrodu.
Razem z korzeniami i ziemią jej wręczysz.
A ona będzie cieszyć się i śmiać.
Pójdziecie razem na koncert, która ona wybierze.
Nie będziesz lubił tej muzyki, ale będziesz się uśmiechał.
Bo widzisz jak ona ją uwielbia.
I będziesz rozczulał się na widok jej uśmiechu, gdy tańczy w rytm utworu.
I oboje wiecie, że to nie jest standardowe uczucie.
Ty jesteś dużo starszy. Miałeś już rodzinę. Nie chcesz tego więcej.
Ona jest młoda i niczego bardziej nie pragnie niż dziecka i domu.
Wiesz o tym.
Dlatego po raz kolejny mówisz jej- nie wyjdzie nam.
Ona znowu to przyjmie. I tak od lat.
Kiedy oboje wiecie, że to miłość, która się nie zdarza.
Oboje zapominacie imiona swoich poprzednich kochanków, gdy jesteście razem.
Bo wiecie, ze to nie znaczyło nic w porównaniu do tego co jest między wami.
Mimo tego wciąż nie jesteście razem.
I nie będziecie.
Ona mówi- kocham Cię
Ty mówisz – a ja kocham Ciebie
Za wiele mamy do stracenia.
Tak się kochamy od lat, ze boimy się stracić tę miłość.
I może któregoś dnia ona wyjdzie za mąż i pokocha kogoś szczerze.
Ale to nie ma znaczenia. Bo Ty jesteś tym którego on kocha od pierwszego wejrzenia.
Ryzyk Fizyk- tak Cię zapisała w telefonie, gdy Cię poznała.
Bo wiedziała, ze jeśli kiedykolwiek wybierze ten numer to będzie koniec.
Wiedziała, ze nie jesteś przypadkiem.
Wiedziała od pierwszego spojrzenia, że to nie skończy się na jednym wieczorze.
I każdy kto kiedykolwiek was widział razem wiedział- nie da się stanąć pomiędzy wami.
I to trwa.
I trwać będzie.
Nie wierzysz, że kiedyś się zdobędzie by być z Tobą?
Słusznie.
Żadne z was nie zdobędzie się.
A tracicie tak wiele.
Tego spokoju co macie, gdy jesteście razem nie będziecie mieli z nikim innym.
Ale to oboje wiecie doskonale.
Ty wiesz, ze ona szaleje z zazdrości.
Ona wie, ze ulegasz kobiecym wdziękom.
Wiecie oboje, ze nie znieślibyście tego.
Mimo iż ona wie, że żadna z tych przypadkowych kobiet nie zajmie jej miejsca.
A ty wiesz, ze żadna z nich nie jest tego warta i gdyby ona chciała, to miałaby w swojej sypialni pół miasta.
Nie ma drugiego takiego jak Ty, ani drugiej takiej jak ona.
I tylko wy to rozumiecie.
Tylko wy to wiecie co w waszych serach jest ukryte
Jeśli wierzyć w przeznaczenie – nosiłoby wasze imiona.
To jest cenniejsze od związku. To ma trwać wiecznie.
Bo jesteście sobie pisani.
Razem czy osobno. Wy i tak będziecie razem.
Ty zawsze będziesz w jej życiu a ona w Twoim.
Aż po grób.
To trwalsze niż niejedno małżeństwo.
Jestem tego pewna.
Pewna jak niczego innego w moim życiu.
Dałabym się za to pokroić.
Wiem, że będzie. A ona wie, że będziesz Ty.
Może to jest właśnie miłość? Pozwolić żyć tak jak chcemy a magię pozostawić w sferze magii?
Ryzyk Fizyk.
Nawet Twoja kwantowość nie jest w stanie tego rozgryźć.
Kiepska ze mnie romantyczka.
Ale to najromantyczniejsza historia jaka mi się przytrafiła.

To dziwne, że po raz pierwszy Cię to wspominam…
Bo jesteś mój. I nie chce się Tobą dzielić. Mój i nikomu nic do tego. Ale jeśli mam zostawić kiedyś po sobie ślad. Niech świat wie, że istniałeś. I że również ja miałam swoją miłość.


  • RSS