W tym całym nieszczęściu,
W całej mojej życiowej nieudolności
i braku zaradności,
W tym wszystkim w czym daję regularnie ciała
Zawodząc siebie i innych
Mam mnóstwo szczęścia
że otaczają mnie wciąż ludzie

Są i nie odchodzą
Często się z nimi nie zgadzam,
Często ich wkurzam,
Często ich ranię całkiem nieświadomie.
Ale oni wciąż są
Czasami krzyczą,
Czasami mówią przykre słowa…
Ale wiem, ze chcą dobrze…
I doceniam to jak nic innego.
Bez tych wszystkich ludzi dzisiaj byłabym nikim.
Mam ogromne szczęście, ze mam rodzinę jaką mam, mimo iż bywa między nami różnie,
Mam przyjaciół od lat i tych od krótszych okresów, którzy bez mrugnięcia mnie wesprą słowem, czasami walnięciem w łeb patelnią.
I mam cholerne szczęście dziś, że mam przy sobie dobrego, mądrego człowieka, który blisko mnie dziś stoi. I nie tylko głaszcze i chwali, ale batem po moim głupim łbie też czasami wali. Bo mną trzeba czasami umieć potrząsnąć i nie robić niczego za mnie. Nauczę się… w końcu uda mi się wziąć w garść. Pokonać te wszystkie trudności jakie dziś przy mnie są. W końcu odbiję się od tego dna. I obiecuję sobie, że nigdy, już nigdy w moim życiu nie pozwolę na to bym znalazła się w sytuacji, że bez pomocy innych nie miałabym czego sobie do ust włożyć. Teraz grunt się z tego odkopać…Jeszcze nie wiem jak, ale znajdę sposób!
Oficjalnie i publicznie to sobie przysięgam.