Wpisy z okresu: 4.2012

Tu i teraz.

Brak komentarzy
Jestem dzisiaj tu.
Stoję w moim progu.
Czuję spokój.
Uśmiecham się do moich wspomnień, bo one mnie tu doprowadziły.
Uśmiecham się tych twarzy, które są w mojej głowie.
Do oczu, które prowadziły mnie całe życie.
Przepełnia mnie uczucie, które cały czas było i będzie ze mną.
Dzięki tym postaciom jestem tym człowiekiem, którym jestem.
Moje słowa nie oddadzą wdzięczności jaką czuję.
Nie potrafię wyrazić słowami miłości, którą noszę.
Jestem dumna, że to właśnie Oni byli moimi bliskimi.
I jestem dumna z tych bliskich, którzy wciąż tu są.
Mimo samotności, którą zdaża mi się odczuwać, wiem, że nie jestem sama.

I nade wszystko kocham mojego czworonoga, który czasami bywa sporym kłopotem. Ale ma tylko mnie i nie zamierzam Go nigdy zawieść. Nauczył mnie odpowiedzialności, takiej jakiej jeszcze nikt nie nauczył.
Nie jestem idealną Panią, ale uczę się.

Lubię te wieczory, kiedy jestem sama z moim wiernym przyjacielem zalegającym na moich stopach. Muzyka nam przygrywa, a ja mogę oddać się moim rozmyślaniom o tym jak jest.

Lubię mój mały, nieco skomplikowany świat. Lubię moje tęsknoty, lubię moją miłość, lubię moją przestrzeń.
Lubię moje życie. Bo jest pełne miłości, pełne uczuć i emocji. Codziennie mam nad czym rozmyślać, co analizować i o co się starać.
To wspaniały okres. Okres, w którym odkrywam jakie to moje życie jest i jakie może być. Okres kiedy tak naprawdę mogę zrobić wszystko. Jest mi dobrze. Jest mi cholernie dobrze.

Dorosłość.

Ciekaw czy ktokolwiek z nas był, jest lub będzie na nią
gotowy.

Życie to droga, gdzie, co rusz zamykamy za sobą jakieś drzwi,
przez które nie będzie już możliwości przejść. Wszystko zostaje za nimi. Nie ma
odwrotu.

Kiedy przekraczamy kolejne progi życia, wchodzimy na ścieżkę
, z której już uciec nie można. Nie można porzucić dorosłości… chociaż bardzo
byśmy tego nieraz chcieli.

Właściwie, czym w ogóle jest ta „dorosłość”?

W moim odczuciu to jedynie etap życia, ale nie ma nic
wspólnego z nami.

Nie czuję się dorosła, choć wiem, że muszę nią być.

Czuję się wciąż małą dziewczynką, która na siłę została
przepchnięta przez kolejne drzwi. Wcale nie byłam na to gotowa.

Dorosłość to dla mnie niezależność. Dorosłość to dla mnie
wieczne działanie na własną rękę. O wszystko w dorosłym życiu trzeba dbać
samemu. Nikt nie zrobi niczego za nas.

Wiem, że ze wszystkim dam sobie radę. Wszystkiego się
nauczę. Brakuje mi jedynie mentora, który czasami mógłby mnie poprowadzić.
Brakuje mi elementu dzieciństwa.

Codziennych telefonu bez okazji.

Wsparcia w głupich sprawach. W kolejnym egzaminie, kolejnej
nieudanej randce, wizycie u lekarza, dentysty… w wymianie głupiej żarówki czy
zamontowania półek.

Zainteresowania moim życiem. Moim mieszkaniem, tym jak sobie
radzę. Zobaczyć jak od wielu lat tu żyję, a od roku żyję sama.

Obecności w moim życiu.

Bez oczekiwań. Bez zależności. Bezinteresowności.

Brakuje mi poczucia tego, ze jeszcze mogłabym czasami być
dzieckiem. Brakuje mi przytulić się do kogoś mi bardzo bliskiego i zebrania sił
na walkę z „dorosłością”.

Czasami, gdy mi bardzo źle, nie marze o niczym innym jak
wrócić do czasu, kiedy mogłam bezkarnie schować się pod kołdrę mamusi,
przytulić i poczuć bezpiecznie. To był zawsze dobry reset, po którym miałam
siłę brnąć dalej.

Są dni, kiedy czuję się bardzo samotna. Kiedy ginę w gąszczu
własnych myśli i żalu, którego wcale nie chcę odczuwać. Gubię się we własnej
woli zrozumienia i pogodzenia.

Zawsze mogę poprosić o czyjąś obecność- wiem o tym. Sęk
jednak w tym, że to nie o to chodzi.

Wiem, ze poradzę sobie ze wszystkim sama i nie ma co się
rozczulać. Tak tylko chciałam potęsknić za tym, czego już nie ma. Pozazdrościć
tym, którzy wciąż to posiadają i chociaż w wyobraźni schować się pod kołdrą
mamy.

Potrzebuję resetu. Potrzebuję się odciąć od moich małych i
dużych problemów. Lęków i obaw. Chce nie myśleć o tym jak bardzo dorosła muszę
już być i o tym jaka dorosłość potrafi być samotna.


  • RSS