Wpisy z okresu: 6.2011


Wykańcza mnie ten wachlarz uczuć.
Wariuje od namiaru emocji.
Nie potrafię się znaleźć.
Zachowuję się jak wariatka.
Gubię w swoich pragnieniach.
Boję się złych decyzji.
Nie czuję się pewnie.
Ból przerasta moje oczekiwania.
Jestem genialną oszustką.
Kłamię sobie sama prosto w oczy.
Kłamię wszystkim dookoła.
Bardzo chciałabym w te plugawa kłamstwa wierzyć.
Prawda jest do bani.
Nie umiem… Cholera nie umiem się z tego otrząsnąć.

W życiu nie czułam się tak samotna i przestraszona przez własne ja.

Co ja sobie robię? Jak można się samemu tak krzywdzić? Nie wiem… kompletnie nie wiem, co robić.

Zwiodła mnie moja pieprzona ucieczka przed łzami. Moja upartości, moje wmawianie sobie, że mam to gdzieś. Udawanie, że wszystko gra i że wiem czego chce. Teraz to wszystko wylewa mi się bokami i rozkłada mnie na łopatki. Nie chcę uciekać dalej, tylko nie wiem jak się zatrzymać…
Nie umiem się żegnać…nie ummiem Cię oddać… To obrzydliwe. Wiem.



Nie ważne jak to brzmi… ale o niebo łatwiej pogodzić się z oddejściemć zmarłych bliskich niż bliskich, którzy wciąż są blisko nas. 

Bagno.

Brak komentarzy

Nie ma już nic.

Nie MAM już nic.

Ni miłości.

Ni ufności.

Pustka, w najgłębszej jaskini uczuć.

Nie ma mnie.

Deszczem po brudnej rynnie spływa w potok pisaku i kamieni to co miałam.

Bagno raniące,

Do krwi przecierające skórę na kolanach.

Bo jak głupia klęczę na tym, co było, zapominając, ze ta modlitwa już nigdy nie zostanie wysłuchana.

Kamienni bliscy,

Którzy dawno zamknęli mnie w lochu beznadziejności.

Na nic tłumaczenie, że jestem tym samym owocem z źródła.

Wrzucona w głęboką studnię.

Tonę.

Z krwią na skórze, utaplana w błocie, które kiedyś było czystą kroplą deszczu.

Nie boję się.

Już dziś się nie boję.

Obca jestem swoim lękom.

Obca jestem sobie.

Jedyne, co mi dziś zostało, to wspomnienie miłości, która nigdy nie dojrzała by przetrwać.

Pod lawiną żalu, niezrozumienia, zakłamania, wiję się, łamiąc każdą część twardej miłości… spycha w wir wody w studni. Gdzie muszę najpierw utonąć, by znów stać się czystą kroplą deszczu.

 

Jutro jest znów ten dzień.
Jak co roku.
Nienawidzę o nim pamiętać.
Mówi się, ze szacunek tego wymaga.
Nie pamietam kiedy w ten okropny dzień Cię odwiedziłam.
Nie chcę tych uczuć, które budzi we mnie.
To już tyle lat.

Uczuć tęsknoty.
Napływu wspomnień.
Wspomnień o Twoim uśmiechu,
banalnym dotyku dłoni,
telefonu z pytaniem co u mnie,
kłótni o byle co.
Codziennego pytania ” kochasz mnie?”,
pocałunku na dobranoc.
Robiłaś najwspanialsze obiady na świecie. A ja pamiętam, ze się denerwowałam, ze nie możemy nigdy zjeść normalnego schabowego.
Dzisiaj staram się naśladować Twoją kuchnię, ale smak nigdy nie jest ten sam.
Pamiętam jak kładłyśmy sie na łóżku, przytulając i opowiadałyśmy o swoich problemach. Głównie to ja mówiłam, ale Ty zawsze potrafiłaś znaleźć odpowiednik w swojej przeszłości.
Nigdy nie bałam się o nic nie pytać.
Pamiętam tylko jak bałam Ci sie mówić o swoich ocenach i żeby uniknąć konfrontacji zostawiałam Ci długie i wylewne listy z wyjaśnieniem dlaczego są takie a nie inne i z obietnica poprawy.
Jak obie byłyśmy zazdrosne o dziewczyny mojego brata a Twojego syna i obie się z tego śmiałyśmy.
Jak pisałaś ze mną sms-y do nocy mimo, iz  nie umiałaś tego robić ,kiedy leżałam w szpitalu. Jak próbowałaś mnie rozśmieszyć, bym nie czuła bólu.
Jak szyłaś mi sukienki na bal przebierańców.
Jak pokłóciłaś sie ze mną przed moim balem gimnazjalnym, bo bardziej niż ja stresowałaś się, ze nie zdążę na poloneza.
Jak się dowiedziałaś o moim pierwszym upojeniu i sie na śmierć na mnie obraziłaś. Ale najbardziej pamiętam Twoją miłość. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, które mnie wypełniało, kiedy się do Ciebie przytulałam. Nie zapomnę bezpieczeństwa, które czułam przy Tobie.
„To nieprawda, ze umarli umierają”.
08.06.2011

Jak chmury nakładające się na siebie,
moje serce wypełnia uczucie
cienkiej warstwy codzienności
i burzliwej przeszłości.
Deszcz koi rozgrzane od słońca uczuć i emocji
grube warstwy asfaltu  na ulicach,
po których co dnia przechadzają się ludzie
nieświadomi jego składu.
W upalne dni topnieje,
stwarzając problemy,
niszczeje.
Asfalt niczym dusza, bywa niezauważalny. 


  • RSS