Uczę się.
Uczę się pamiętać o Tobie.
Uczę się pamiętać Cię bez smutku w sercu.
Chcę nauczyć się kiedyś myśleć i móc pamiętać o Tobie bez wpędzania się we łzy.
Chcę móc pójść na Twój grób bez obaw przed tym co przyniesie mi ta wizyta.
Nie chcę musieć odsuwać swoich wspomnień o Tobie tak daleko, aż zapominam o
Twoim istnieniu.
Głupio mi. Przed samą sobą i przed Tobą.
Nie odwiedzam Cię. Nawet na rocznicę Twojej śmierci mnie zabrakło.
Być może nie z mojej winy, jednak powinnam przyjść.
Beznadziejnie to brzmi, ale zwyczajnie zapominam…
A może nie chcę pamiętać?!
Bije się w pierś za to.
Ale wiesz… tak dobrze mi, gdy nie muszę o tym myśleć.
O tych wszystkich problemach… o całej sytuacji.
Staram się tak bardzo ułożyć sobie życie.
Tak bardzo jestem zadowolona z tego co mam, co udało mi się ze sobą zrobić.
Boje się, że wracając do szarej rzeczywistości wszystko mi runie jak domek z
kart.
Egoistyczne, wiem.
Wiem, że nic mnie nie ominie i prędzej czy później będę musiała stawić temu
czoła…
Być może teraz po prostu zbieram siły, bo nie upaść znów tam, gdzie żal i
niezrozumienie nie dopuszcza radości z życia?