Nadszedł ten czas, którego od dawna wyczekiwałam.
Kompletne odcięcie sie od dawnego życia, no może prawie kompletne, samodzielne życie, budowanie własnych dróg…
Wszystko pięknie i ładnie, ale nieznane chyba każdego czasami przeraża.
Mieszane uczucia. Cieszę się i martwię.
Martwię się głównie tym, czy wybrałam odpowiednią ścieżkę życiową. Czy to co zamierzam robić jest rzeczywiście tym do czego chcę dążyć.
Nie czuję jakiegoś specjalnego entuzjazmu.
Czuję jakbym nie spełniła swoich własnych ambicji.
Niby mam pomysł na siebie, ale teraz kiedy mam wiecej mozliwości nie wiem, czy z tej całej wystawy życiowych mozliwości, której wcześniej nie dostrzegałam , wybrałam własnie to, co sprawi, ze moja praca bedzie mnie satysfakcjonować.
Czas pokaże. Póki co ciesze się swoim małym kątem, do którego nikt mi si nie wtrąca. Cieszę się z tego, ze czeka mnie coś nowego, nowy świat , nowi ludzie. I mimo tych wszystkich niewiadomych, to ciesze się, że jestem na tym etapie życia, w którym wszystko moze sie  jeszcze wydarzyć.