Ciii!
Bo zbudzisz moje sny.
Ciii!
Bo wyjdzie z nich koszmar zły.
Ciii!
Bo ja nie chcę, by…
No, żeś Ciii!
Byś tym potworem złym był Ty!

Stoję z boku i przyglądam się cudowi. Patrzę, ściska moje serce, pragnę dotknąć, sięgnąć po ten Cud…ale nie mogę. Nie dlatego, że nie chcę, dlatego, że się boję.
Nie uczestniczę w tym cudzie, ja tylko stoję z boku i się przyglądam….a w okół tego cudu jest jeszcze tyle ludzi…
Oni mogą ujreć cud z bliska. Między mną a cudem stoi mur. Wielki i straszy, a chronią go przekleństwa, które są słowami niegdyś wypowiedzianymi.
Im bliżej próbuję podejść tym bardziej zaklęcia mnie obezwładniają.
Próbuję przeskoczyć, przelecieć i być ponad tym murem….a jednak on ciągle nie pozwala mi przejść.
Ten mur jest głęboko zakorzeniony w bólu, zranieniu i niezrozumieniu.
Musiałabym długo kopać by móc go zburzyć.
Więc … Ciii! Nie budujmy muru klątwami. Milczmy.