Wpisy z okresu: 10.2008


Nie wiem czego , ale boję się. Mam w sobie uczucie lęku, strachu. Boję się nocy, bo wtedy dopadają mnie myśli, które podsuwają mi przed oczy absurdalne obrazu, które sprawiają, że się lękam. Strach przed przemijaniem, strach przed utratą. Czuję się jak w klatce własnych obaw. Nie mogę z niej wyjść. Budzę się w nocy i nie mogę usnąć. Nie chcę kłaść się spać, bo zamiast usnąć ogarnia mnie lęk. Boję się tego jak będzie wyglądało moje życie. Najgorsze jest to, że panicznie boję się, że nie będę nigdy szczęśliwa, a , ze gdy to się już stanie, to zdaży się coś co to szczęście zniszczy. Paranoja, wiem. Jednak to silniejsze ode mnie. Nie mam na nic siły, ani chęci. Przez ostatnie dnie zmuszam się by wziąść się w garść, ale poprostu nie potrafię, jakby moje ciało i umysł owładnął bezwład. Nawet gdy chce coś zrobić nie mam siły ani głowy aby tym się zająć. Co chwile wraca ten lęk, którego nie potrafię umiejscowić w umyśle, nie potrafię znaleźć powodu, dla którego nagle teraz zaczęłam się tak bać. Zasypiam sama i budzę się sama. Wiedząć, że straciłam w życiu coś, czego zawsze obawiałam się stracić. I nie potrafię tego odzyskać i nie mam siły na to. Przerasta mnie to wszystko co się w okół mnie dzieje. Przerastają mnie te teorie, te sytuacje, który każdy spostrzega inaczej, przerasta mnie już wyciąganie wniosków, przerosło mnie już potrzeba zrozumienia wszystkiego i wszystkich. Jestem w kropce, z której nie mogę wyjść. Nie umiem sobie poukładać tej obecnej sytuacji. Nie umiem ocenić racjonalnie moich uczuć. Mimo tego, że mam kogoś bardzo bliskiego memu sercu, czuję się samotnie. W sercu moim jest jakaś pustka. Nic już nie jest dla mnie takie ważne jak było jeszcze kilka dni temu. To wszystko zawsze było cholernie trudne. Ale teraz to jest coś więcej, teraz coś się zmieniło, a ja sobie z tym nie radzę. Kompletnie. Chociaż chciałabym wiedzieć jak postąpić, to nie wiem. Czasami w mojej zadumie mam wrażenie, że zapominam o oddechu…wszystko stało się takie….bezwartości. Kiedyś myślałam, że pewne rzeczy nigdy się niezmienią. Oj, jak bardzo się myliłam. Nic nie jest pewne. Wszystko może skończyć się z dnia na dzień… To mnie chyba tak przeraża…To, że nigdy nie będzie tak zupełnie dobrze…

…A co z zaufaniem?
Co z miłością?
Czemu, mimo tego, ze niby ufamy to nie wierzymy w czyjeś słowa?
Czemu…?

A łzy tak cicho spływają w dół. Nie chce by je ktoś oglądał. Nie chce by ktoś wiedział co dzieje się w moim sercu, to nie istotne, gdy ktoś nie wierzy w ich szczerość. Kiedyś myślałam, że nie będę umiała trzymać w sobie emocji…a teraz nie potrafię się przed nikim otworzyć na trzeźwo, bo zbyt mocno mnie to boli. Jedynie tu mogę i chcę opisać to co dzieje się w mojej głowie i sercu.
Naprawdę…nie mam już siły na nic. Czuję się kompletnie wymęczona, jakby ktoś wysadził we mnie bombę pełną emocji,a dosłownie, mój organizm sobie z nimi nie może dać rady.
Kiedy to wszystko wreszcie się ułoży?! Kiedy przestanie boleć i ranić? Kiedy będę mogla żyć spokojnie, nie bojąc się przy każdym kroku, że zrobię coś źle, a nawet jeśli zrobie dobrze to i tak będzie źle. Kiedy przestanę musieć czuć się winną wszystkiemu? Kiedy przestanę być policzkowaną za czyjeś błędy?

Wiem jedno. Dla mnie świąt w tym roku nie będzie. Ja tak nie umiem grać. Ja tak nie chce. Cholera, jakie to trudne.
Mamo…tak bardzo mi Ciebie brakuje. Tak bardzo…

Gdyby…

Brak komentarzy
Gdyby świat zamilkł byłby taki piękny, bo czasami mam wrażenie, że bycie głuchym oznacza nie czuć bólu, bo cóż sprawia nam więcej przykrości niż usłyszane słowa?
Potrafią bardziej zaboleć niż ukłócie nożem, gdyż przy tym nie mamy poczucia niesprawiedliwości.
Czasami każde słowo oddaje odpowiedni sens, lecz mimo tego ktoś nie potrafi nas zrozumieć…lub inaczej. Nie chce nas zrozumieć.
Można zgubić sens własnych myśli w takiej chwili, przestać rozumieć samych siebie, bo przecież „chciałem dobrze”, a zdaża się tak, że zamiast docenienia tego, słyszymy jacy jesteśmy beznadziejni i źli, bo postąpiliście według własnego planu.
I nagle coś w człowieku pęka. I mimo odczuwalnego bólu w sercu, mimo nieprzespanych nocy i poduszek mokrych od łez, w całym tym poczuciu bezradności postanawia przestać. Przestać próbować ukazać prawdę swoich słów. Nie chce już,bo nie ma sensu przekonywać,gdy ktoś nie chce słuchać i gdy ktoś nie wierzy. A uczucie niesprawiedliwości sprawia, że czuje się żal, że mimo wkładu całych emocji i uczuć pokazuje się, że było to dla kogoś nic nie warte i wręcz twierdzi się, że zrobiono to specjalnie przeciwko komuś.

Mój umysł nie jest w stanie tego pojąć, ani moje serce znieść. Nie mam już siły. Czasami zastanawiam się czy jest coś co mnie w życiu bardziej zabolało. I trudno mi na to odpowiedzieć.


  • RSS