Prawie każdej nocy jesteś w moich snach.
Prawie każdej nocy muszę na nowo się z Tobą żegnać i budząc się czuć pustkę.
W tych snach znowu czuję lęk. Ten sam, który czułam gdy odchodziłaś.
W każdym tym śnie walczę o Ciebie, widzę jak cierpisz i się boisz.
Wraz z Tobą boję się ja, ale trzymam Cię za ręce, chronię Twoją głowę by nie dostała urazu, byś nie dostała ponowanie wylewu.
Chodzę za Tobą jak cień, czując lęk, ze za chwilę upadniesz i wszystko zacznie się na nowo i nie przeżyjesz.
We śnie wciąż żyjesz, nigdy w moich snach nie umierasz.
Jest w nich wciąż nadzieja.
A gdy się budzę, czuję jak ogarnia mnie żal, że Ciebie już nie ma i mam wrażenie, ze to nie tak to miało się skończyc. Miałaś zostać uratowana.
To tak boli gdy wraz z zakończeniem snu tracę nadzieję i dociera do mnie rzeczywistość.
W każdym śnie przekonujesz mnie, ze jesteś i kochasz.
A ja czuję, że zawiodłam Cię, bo istniejesz dziś już tylko w moich marzeniach sennych.