Czegos brak…miłosc w powietrze się ulatnia…opuszcza z serca pozostawiony wrak….
Płonący krzak…miłosci…w popiół obrócił się…
Iskierka gaśnie…
Tak wcześnie..
Za wczesnie…
Kiedy ja chcę…
By nadeszła jesień…spokój w duszy przyniosła..
A nadzieja by rosła i rosła…
A później opadała…
Twarz ma zbladła…
Łza opadła …
Na policzek bez barw…
Pocaluj…proszę…
Niech się zarumienii…
Niech się uszczesliwi…
Chociaz raz…
Bądx tu przy mnie…
We mnie…
Ze mną…
Dlaczego tak trudno zrozumiec…ze skrzydło motyla potrzebuje lekarstwa…
By mogło odfrunac…uwolnić się…
Ale ono się tak boi…
Znowu je ktos zranii…
Nie uradzi ciezaru…
Żalu…
Pocałuj…proszę…
Niech ta miłosc powróci……

*Ja płacze…:( Znowu płacze…
Kiedy to sie skończy?:(*

Maja…